Dzielna!

I had a dream...
Ale od początku - na wyjeździe próbowałam się spotkać ze znajomymi, którzy powiedzieli, że nie da rady, bo następnego dnia o 8.00 rano zaczynają zawody narciarskie. Znajomi mają 7 dzieci i są ogólnie dość niezwykli, ale zaczęła snuć się we mnie refleksja, że gnuśniejemy w tym mieście. Barłożymy, jak mantrę powtarzając - oby do wiosny.
Więc miałam marzenie, że może więcej trochę ducha przygody w nas tchnąć. I co? Okazało się, że ojciec z córką od dawna mają plan, który zakłada - biegówki dla małych i dużych.

O 10.00 rano w niedzielę stawiliśmy się na Młocinach, wypożyczyliśmy dla Łucji narty. I poszło. Nie bez początkowych trudności, ale po 1,5 godzinie - załapała. I tak nam zeszło do 14.00. Tempo nie było zawrotne a trasa długa. Trzeba przyznać jednak Łucji, że super sobie poradziła. Taki to był spektakularny finał sezonu narciarskiego, rozpoczynamy przeczesywanie allegro pod kątem następnej zimy:)




P.S. Nakrętkę Łucji na biegówki łączymy z maglowaną u nas literaturą szwedzką. W książce z 1905 roku 6 letni Olle dostaje narty, mama daje mu do kieszeni dwie kanapki, pozwala iść na wycieczkę aż do zmroku. Następny sezon szykuje się pełen wzywań:)

Komentarze

  1. tak, też podziwiam matkę Ollego ;) no i Łucję oczywiście - fajny pomysł... Agata

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wrażeniem! Przede wszystkim Łucji, ale i dzielnego taty-tragarza.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty