Nie-zrównoważony rozwój

Tak sobie patrzę na moją starszą córkę i myślę, że nie za łatwo być sześciolatką. Nie znam się na teoriach pedagogicznych ale piszę, co widzę. Obserwuję jakąś niewyobrażalną eksplozję intelektualną - pisanie, czytanie, krzyżówki (rozwiązywanie i tworzenie), godzina skupienia przy grze w dorosłe Carcasonne, dodawanie i mnożenie. Zadziwia mnie na tym polu, nie nadążam za tym, co już umie. Jest żywą reklamą MENowskiej kampanii "Chcę do szkoły"
ale... boi się zostać sama w mieszkaniu, gdy wyjdę na klatkę, kiedy indziej wpada w rozpacz  z drobnej przyczyny, nie potrafi wybrać kostiumu na bal, nie chce zasypiać sama w pokoju.
To nie jest głos za lub przeciw sześciolatkom w szkołach, co ma być to będzie. Raczej refleksja, że gdy część osobowości pędzi to druga nie nadąża. Czasem czuję się na to za cienka, jako matka.

No, to tak sobie powzdychałam i dorzucam dokumentację foto z czasów zarazy


Ł. rozwiązuje zadania, J. wyciera szklaneczki (długa choroba zmieniła go w perfekcyjną panią domu), M. z lekturą


Czasem sami z siebie się nią zajmą. Byłam ciekawa, czemu w dużym pokoju nie słyszę dziecka. Zostało porwane do dziecięcego!


Kronika wymaga zaznaczenia - 10 stycznia - pierwsza łycha


Wyciera ale i majsterkuje - full serwis


Nie mogliśmy się powstrzymać...


Wieczorny teatrzyk - smerfy kontra roboty


Często w zabawach schodzą do jej poziomu. Tu bawią się w rekny




Prawdziwa rozgrywka w scrablle już tuż tuż


Zeszty ćwiczeń - nowa, wielka miłość

Komentarze

  1. OLU, W pedagogice waldorfskiej określa się to jako kryzys 5,8 (plus minus parę mieś). Charakterystyczne dla tego wieku ; ) wszystko przed nami i naszą Łucją. Przyjdzie razem z wiosną :)))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty