Jak gdyby nigdy nic

Spotkałam znajomą a ona zagaiła o bloga. Zmieszana przyznałam się, że nie wiem, jak zacząć po przerwie. "Jak gdyby nigdy nic" - poradziła,
Tak więc stosując zabieg żywcem z wielosezonowych seriali - nasi bohaterowie przenieśli się w czasie o pół roku.
Rodzina się przeprowadziła. Sprzedaliśmy jedno mieszkanie i nie jesteśmy w stanie kupić następnego. Tak więc tkwimy w lesie między światami (Narnia;). Starsza siostra poszła do szkoły. Najpierw był rok zastanawiania się co z tą szkołą a teraz - o zgrozo - pytania tego typu pojawiają się każdego dnia. Ja nie wiem, czy jest na to rada, czy to się po prostu leczy...(u matek)
Brat poszedł do nowego przedszkola. Początek ciężkawy a teraz pojawiły się zalążki adaptacji i wiary w to, że damy radę. Młodsza siostra nieustannie idzie przez zycie jak burza. Najbardziej zacięte walki stacza o jedzenie, nie przyjmuje też do wiadomości, że ma niecałe 1,5 roku i trochę inny status niż starsze rodzeństwo. Typowa scena - oni się guzdrzą przy ubieraniu, ona czeka z butami w ręku przy drzwiach. Matka poszła do pracy. Raczej bardziej niż mniej.
Ojciec do żadnego nowego miejsca nie poszedł, za to często jak wychodzi to wraca późno.
Ot i tak. Chyba nie wygląda to na bardzo ekscytujący opis - trąci recenzją w tele tygodniu. Ale zapewniam, że akcja jest dynamiczna o czym mam nadzieję informować już bardziej na bieżąco.

A na deser - synek co dał się namówić na wykon ulubionego przeboju (chłopaki z grupy go nauczyli:)

Komentarze

  1. To ja po prostu - jak gdyby nigdy nic - napiszę tylko: cześć!

    Fajnie Was tu widzieć znowu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maggie, szmat czasu! Nawet pisałam raz do Ciebie:)

      Usuń
  2. Naprawdę? Chyba nie zaglądam pod swój stary adres :(
    W takim razie już piszę do Ciebie!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty