Coś mi to przypomina
To nie przypadek, że tu wracam. Od pierwszych dni po zamknięciu nas w domach miałam wrażenie, że ten stan coś mi przypomina. Oglądanie w kółko tych samych twarzy, internet jako odskocznia, dostarczanie w kółko posiłków, dzień podzielony z grubsza na dwa moduły - "przed obiadem" i "po obiedzie". No i oczywiście wielkie plany, ile można zrobić cały dzień siedząc w domu. Wczesne macierzyństwo, chorowanie dzieci to stan, który w wielu aspektach przypomina epidemiczną izolację. Mój rekord odosobnienia to były trzy miesiące - najpierw ospa trojga dzieci a potem niekończące się zapalenia oskrzeli. Mąż całe dnie w pracy, babcie ostrożne w perspektywie obcowania z chorobami, urozmaicenie w postaci wizyt u lekarki. Z dorosłych widywałam jeszcze agentów nieruchomości, bo bez powodzenia usiłowaliśmy sprzedać mieszkanie.
Jasne, że wiele rzeczy teraz wygląda inaczej - mam dużo starsze, samodzielne dzieci, mam pracę - w okrojonej formie, ale zawsze. Ale jest jakiś ton, zapach, nuta, które przywołują tamte wspomnienie. Bardzo poruszył mnie wpis na Facebooku, gdy ktoś przywołał Syryjczyków, uchodźców i inne grupy "bez głosu" zwracających się do nas - "To teraz wiecie jak to jest?" W niepewności, izolacji, bez wiedzy, kiedy ten stan minie. Po porodzie najbardziej mnie dziwiło, że mnóstwo kobiet w Warszawie może od tak, wejść do księgarni i nieśpiesznie przeglądać książki. Ja nawet, gdy dokądś wychodziłam, w głowie miałam czerwoną lampkę, która sygnalizowała o konieczności szybkiego powrotu. Trochę prościej też z tego powodu, że cały ale to dosłownie cały świat teraz też tak ma. Niesamowite. Już wiem, że kiedyś tu byłam. Wracam do różnych rzeczy. Może nawet do pisania tutaj. Bez żadnego projektu, z pełna świadomością, że współczesne blogi tak nie wyglądają. Bardzo mocno w ostatnich tygodniach wracam do doświadczeń, które mnie formowały i o dziwo nadal we mnie są żywe.

Marzec 2009. Łucja ma rok. Gadam przez skypa (z kim?). Chyba już jestem na facebooku, a może jeszcze na Grono.net:)
Jasne, że wiele rzeczy teraz wygląda inaczej - mam dużo starsze, samodzielne dzieci, mam pracę - w okrojonej formie, ale zawsze. Ale jest jakiś ton, zapach, nuta, które przywołują tamte wspomnienie. Bardzo poruszył mnie wpis na Facebooku, gdy ktoś przywołał Syryjczyków, uchodźców i inne grupy "bez głosu" zwracających się do nas - "To teraz wiecie jak to jest?" W niepewności, izolacji, bez wiedzy, kiedy ten stan minie. Po porodzie najbardziej mnie dziwiło, że mnóstwo kobiet w Warszawie może od tak, wejść do księgarni i nieśpiesznie przeglądać książki. Ja nawet, gdy dokądś wychodziłam, w głowie miałam czerwoną lampkę, która sygnalizowała o konieczności szybkiego powrotu. Trochę prościej też z tego powodu, że cały ale to dosłownie cały świat teraz też tak ma. Niesamowite. Już wiem, że kiedyś tu byłam. Wracam do różnych rzeczy. Może nawet do pisania tutaj. Bez żadnego projektu, z pełna świadomością, że współczesne blogi tak nie wyglądają. Bardzo mocno w ostatnich tygodniach wracam do doświadczeń, które mnie formowały i o dziwo nadal we mnie są żywe.

Marzec 2009. Łucja ma rok. Gadam przez skypa (z kim?). Chyba już jestem na facebooku, a może jeszcze na Grono.net:)

Komentarze
Prześlij komentarz
Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)