Klubik
Wczoraj był koniec roku w klubiku, więc można podsumować.
We wrześniu głęboko mną targała idea, że Łucja powinna gdzieś pójść. Z jednej strony przedszkole nie wydawało się dobrym pomysłem, bo właśnie urodził się Jędruś. Łucja nie przezywała tego w najmocniejszej z możliwych wersji ale przezywała.I nudziła się w domu. Okrutnie. Bo to akurat ten wiek, gdy inne dzieci stają się ważne, nawet gdy te relacje z początku są trudne.Po wielu perturbacjach znalazł sie klubik. Taki zwykły, osiedlowy. Bez specjalnego programu, super wyposażenia ale prowadzony, jak si e okazało z niezwykłym sercem. Dwa razy w tygodniu na trzy godziny Łucja wędrowała tam sama.
Nie było problemu z zostawaniem, żadnego płaczu itp ale oswajanie było powolne.
Co żeśmy w klubiku przeżyli?
- Porzucenie pieluch i przełamanie,najpierw żeby pierwszy raz zrobić siku poza domem a potem, żeby powiedzieć pani o tym, że się chce.
- Eksplozję piosenek. Gdy chciałam ja czegoś nauczyć okazywało się, że już zna
- Coraz ambitniejsze prace plastyczne
- Rytualne wybieranie jogurtu i soczku, który będzie spożyty na drugie śniadanie
- Szybkie wcinanie owsianki/kaszy jaglanej na śniadanie pierwsze
- Radość ze znajomości klubikowych. Jak wtedy, gdy Łucja spotkała Natalkę w wesołym miasteczku.
- Przejście od nieopowiadania do opowiadania ze szczegółami.
- Mody. "Nie obcinaj mi włosów, chce mieć długie jak Natalka".
Oj, i wiele innych rzeczy, których nie pamiętam chyba już.
I dostaliśmy zdjęcia, aby podpatrzeć trochę co się działo.
Początki nieśmiałe

Za każdym razem coś nowego do zrobienia


Jogurt - stały punkt programu. I negocjacje - "Ty mi dajesz jogurt-jogurt a inne dzieci maja jogurt-serek!"

Wzrusza mnie to zaangażowanie

Z kumplem Stefanem. Idą razem do przedszkola!



A tu bez komentarza;)

I dyplom, co mnie wzruszył

A od września - nowa przygoda! Na razie dla Łucji taki porządek rzeczy jest w pełni naturalny. (małe dzieci chodzą d klubiku, większe do przedszkola (codziennie!) a całkiem duże - do szkoły). A nasze przedszkole nazywa się ... Zielony Groszek:)
We wrześniu głęboko mną targała idea, że Łucja powinna gdzieś pójść. Z jednej strony przedszkole nie wydawało się dobrym pomysłem, bo właśnie urodził się Jędruś. Łucja nie przezywała tego w najmocniejszej z możliwych wersji ale przezywała.I nudziła się w domu. Okrutnie. Bo to akurat ten wiek, gdy inne dzieci stają się ważne, nawet gdy te relacje z początku są trudne.Po wielu perturbacjach znalazł sie klubik. Taki zwykły, osiedlowy. Bez specjalnego programu, super wyposażenia ale prowadzony, jak si e okazało z niezwykłym sercem. Dwa razy w tygodniu na trzy godziny Łucja wędrowała tam sama.
Nie było problemu z zostawaniem, żadnego płaczu itp ale oswajanie było powolne.
Co żeśmy w klubiku przeżyli?
- Porzucenie pieluch i przełamanie,najpierw żeby pierwszy raz zrobić siku poza domem a potem, żeby powiedzieć pani o tym, że się chce.
- Eksplozję piosenek. Gdy chciałam ja czegoś nauczyć okazywało się, że już zna
- Coraz ambitniejsze prace plastyczne
- Rytualne wybieranie jogurtu i soczku, który będzie spożyty na drugie śniadanie
- Szybkie wcinanie owsianki/kaszy jaglanej na śniadanie pierwsze
- Radość ze znajomości klubikowych. Jak wtedy, gdy Łucja spotkała Natalkę w wesołym miasteczku.
- Przejście od nieopowiadania do opowiadania ze szczegółami.
- Mody. "Nie obcinaj mi włosów, chce mieć długie jak Natalka".
Oj, i wiele innych rzeczy, których nie pamiętam chyba już.
I dostaliśmy zdjęcia, aby podpatrzeć trochę co się działo.
Początki nieśmiałe

Za każdym razem coś nowego do zrobienia


Jogurt - stały punkt programu. I negocjacje - "Ty mi dajesz jogurt-jogurt a inne dzieci maja jogurt-serek!"

Wzrusza mnie to zaangażowanie

Z kumplem Stefanem. Idą razem do przedszkola!



A tu bez komentarza;)

I dyplom, co mnie wzruszył
A od września - nowa przygoda! Na razie dla Łucji taki porządek rzeczy jest w pełni naturalny. (małe dzieci chodzą d klubiku, większe do przedszkola (codziennie!) a całkiem duże - do szkoły). A nasze przedszkole nazywa się ... Zielony Groszek:)

Komentarze
Prześlij komentarz
Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)