Western

Pewnego razu na dzikim zachodzie

Taki schemat. Ranczer w pocie czoła zapracował na swój dobytek. Drugi ranczer, co osiadł tu niedawno najeżdża jego ziemie. Ranczer apeluje do władzy "zróbcie coś z tym" - jeden, drugi raz, skorupowana, gnuśna władza mości się w swoim urzędzie. Próbuje negocjować z intruzem - "oddal się stąd, obywatelu". W końcu. zmuszony, sam wymierza sprawiedliwość - "pif paf". Wyjety spod prawa, ucieka do Meksyku.


Pewnego razu na Grochowie.

Łucja skrupulatnie układa swoje zwierzątka legowe. Bach, drzwi otwierają się impetem, zwiastując nadejście brata - tarana. " zabierzcie gooo" woła do rodziców co w półśnie barłożą w pościeli. Woła drugi, trzeci raz. "wysuń się, bracie" - podejmuje jeszcze próbę. W końcu - "bum" - głuchy dźwięk zderzenia z podłogą, potem ryk i szybki tupot małych nóg w kierunku skrytki za łóżkiem rodziców.

Te wszystkie "nie bij brata" wcale nie przychodzą mi łatwo.

Komentarze

Popularne posty