Razem
Od dziś już oficjalnie. W końcu wspólny pokój. Ale razem już od dawna. To na nią najbardziej się cieszy rano, to jego najmocniej ściska po przyjściu z przedszkola. Nawijają do siebie, Łucja słowami a Jędruś "po jędrusiowiecku" (jak mówi Ł.:) Ona jak go potrąci, to obcałowuje i przeprasza. Stara się go zabawić, gdy płacze. On się do niej przytula i macha jej na klatce schodowej. Nie no, oczywiście, że się czasem szturchną, wrzasną. Ale chyba im dobrze razem, przynajmniej tak to wygląda okiem czujnej matki.


Pięknie się robi, nie? :) Kiedyś myślałem, że z tym wpływem rodzeństwa na nasze wychowanie, to jakaś przesada. Ale dziś się podpisuję! U nas od rozbawiania Antka jest Weronika, od przytulania Weroniki Łucja, od uspokajania Weroniki Antek i tak można długo wymieniać, co się dzieje w tym trójkącie... Fajnie, że mają siebie nawzajem.
OdpowiedzUsuń