Adwent
Zadaniem na ten rok było znaleźć równowagę. Z jednej strony do wyboru mam natężenie "christmas" nastroju, który przeciążony jest od symboli - choinki, światełek, Mikołajów, ciepła rodzinnego, łzy wzruszenia, zakupów w Empiku o 24.00, czterech zawodowych Wigilii. A to wszystko tworzy mieszankę, od której boli mnie brzuch (podobny do tego, który mam w drugi dzień świąt:). Druga strona - to religijny wymiar tych Świąt z mocnym uderzeniem w rodzaju rorat (zdecydowanie nie dla mnie - wstając o 5.00 rano zawsze miałam wrażenie, że nieodwracalnie uśmiercam kawałek mojego ciała...). No i w tym dzieci, które przecież cały ten grudniowy szmer lubią ale też wszystko im się miesza (jak ma się Mikołaj z 6 grudnia do tego z 24, i co z tym Jezusem w żłóbku). Dla mnie grudzień to jak z bicza strzelił a pamiętam, że w dzieciństwie ciągnął się niemiłosiernie.
No więc w tym roku próbujemy tak: Drugi raz czytamy książkę "Wszyscy na Ciebie czekamy", która ma tę wadę, że jest, moim zdaniem, słabo napisana. Jest też dużo za poważna dla trzylatki ale pokazuje bardzo fajny kontekst religijny Świąt - czekania przez całe wieki na Zbawiciela. I ma bajer w postaci szopki. I płytę z hitem zeszłego roku Archanioł Boży Gabriel ( w tym roku nie może się coś przebić przez ukochanego Piotrusia Pana;)
Ale mamy też kalendarz adwentowy z zadaniami. Myślałam, że Łucja w to nie wejdzie, ale okazało się, że dużo ma w tym frajdy. Dotychczas z powodu małego poślizgu były dwa zadania - namalować z mamą choinkę i nauczyć się Przybieżeli do Betlejem. I poszło. A przed snem było rozważanie, co na jutro wymyślił Aniołek.* I czemu przychodzi w nocy.
A więc to, co ma zostać - to radość z czekania.
* Zdecydowałam się na Aniołka, ponieważ nie chciałam już tłumaczyć, jak się ma Mikołaj z przedszkola do tej osoby, która ciemną nocą wkłada do kalendarza zadania. Jakoś i mi z tym lepiej, że to Aniołek łazi nam po mieszkaniu:)
No więc w tym roku próbujemy tak: Drugi raz czytamy książkę "Wszyscy na Ciebie czekamy", która ma tę wadę, że jest, moim zdaniem, słabo napisana. Jest też dużo za poważna dla trzylatki ale pokazuje bardzo fajny kontekst religijny Świąt - czekania przez całe wieki na Zbawiciela. I ma bajer w postaci szopki. I płytę z hitem zeszłego roku Archanioł Boży Gabriel ( w tym roku nie może się coś przebić przez ukochanego Piotrusia Pana;)
Ale mamy też kalendarz adwentowy z zadaniami. Myślałam, że Łucja w to nie wejdzie, ale okazało się, że dużo ma w tym frajdy. Dotychczas z powodu małego poślizgu były dwa zadania - namalować z mamą choinkę i nauczyć się Przybieżeli do Betlejem. I poszło. A przed snem było rozważanie, co na jutro wymyślił Aniołek.* I czemu przychodzi w nocy.
A więc to, co ma zostać - to radość z czekania.
* Zdecydowałam się na Aniołka, ponieważ nie chciałam już tłumaczyć, jak się ma Mikołaj z przedszkola do tej osoby, która ciemną nocą wkłada do kalendarza zadania. Jakoś i mi z tym lepiej, że to Aniołek łazi nam po mieszkaniu:)

A kto się kryje za kalendarzem adwentowym? :)
OdpowiedzUsuńLucynda a la Veermer i jej ojciec w wieku szczerbatym
OdpowiedzUsuń