Bilans
Trzymając się jeszcze tego, co poprzednio - wizyty w gabinecie lekarskim.
"To wy zdrowi?" - ze zdziwieniem przywitała nas Nasza Pani D. Wizyta wejściem dla dzieci zdrowych powodowana była chęcią nieprzegapienia tym razem przeglądu okresowego żeńskiej części przychówku. Co wysżło z bilansów? W sumie w porządku ale jedno trochę za chude drugie trochę za krzywe. Wyszłam zastanawiając się, czy da się (w sensie czy dam radę ja) dopilnować wszytskich tych elementów. No bo, gdy maszyna ortopedyczna idzie w ruch, to przecież i ćwiczenia i stanie nad głową i zapisy na korektywę, ot taki jeszcze jednen drobny kamyk do plecaka. Coś w stylu niekończących się aneksów do umowy o pracę. "No dorzucimy Pani jeszcze kilka obowiązków, wie pani, czasy ciężkie, musi ktoś to robić".
Nagle kołderka czasowo-wydolnościowa robi się krótka i zaczyna się walka o bilans. Bilans snu, bilans uwagi, finansowy, emocjonalny. I ciągłe pytanie w głowie, co odpuścić. Czasem rzeczywistość się gwatłownie upomni o swoje (sen!).
No ale mam świadomość, że to wszystko pracuje na jakiś wynik ogólny o sumie jeszcze nieznanej. I jeśli teraz czerpię garściami z tego, że Łucja jest wesoła, współpracująca, mądra to przemknie mi przez głowę, że te wszytskie chwile walenia głową w mur nie były na darmo.
A Łucja, dorzucę jeszcze na koniec, gdy Jędrek eksplodował dziś na schodach, powiedziała:
- Poczekaj w domu, ja z nim pogadam.
I gadała dobre 7 minut, szukając sposobu dojścia do niego.
Po 7 minutach weszli obje z zadowolonymi minami.
Spojrzałam na nią zafascynowana i pomyślałam: "Córeczko, może czeka Cię kariera psychologa, co ściąga samobójców z dachu".
Nigdy nie wiadomo:)
No ale mam świadomość, że to wszystko pracuje na jakiś wynik ogólny o sumie jeszcze nieznanej. I jeśli teraz czerpię garściami z tego, że Łucja jest wesoła, współpracująca, mądra to przemknie mi przez głowę, że te wszytskie chwile walenia głową w mur nie były na darmo.
A Łucja, dorzucę jeszcze na koniec, gdy Jędrek eksplodował dziś na schodach, powiedziała:
- Poczekaj w domu, ja z nim pogadam.
I gadała dobre 7 minut, szukając sposobu dojścia do niego.
Po 7 minutach weszli obje z zadowolonymi minami.
Spojrzałam na nią zafascynowana i pomyślałam: "Córeczko, może czeka Cię kariera psychologa, co ściąga samobójców z dachu".
Nigdy nie wiadomo:)

E tam samobójców, to w Warszawie mało ludzi z niekończącymi się aneksami do umowy o pracę? :D Piękne! A "sposoby dojścia" podziwiam, u nas za dużo krzyku. Z czasem dociera, że o nic.
OdpowiedzUsuń