Niebiezpieczne związki

Czasoprzestrzeń się zakrzywiła. Wczoraj o 15.00 jak zwykle we wtorki rozpoczynali swoją ciut pretensjonalną audycję red. Mann i red. Gacek, a ja odpłynęłam w przeszłość. To znaczy w okolice zeszłej jesieni, gdy w takich właśnie okolicznościach radiowych jechałam zwykle samochodem po dzieci. I wydaje mi się, że było to lata świetlne temu. Czasoprzestrzeń zakrzwiła się okolicach Bożego Narodzenia, gdy zawitała do nas sławetna ospa i od tej pory choroby nas nie opuściły. A ja luzem puściłam dni i tygodnie, dochodząc do tego stanu, że naprawdę nie byłam w stanie wskazać aktuanej daty. Obok niekończącej się choroby, snują się jeszcze wątki sprzedaży mieszkania i wyboru szkoły, ale ich dramaturgia jest równie rozciągnięta, co brazylijski serial. I właściwie przestaje mieć znaczenie, że coś jest za miesiąc. To właściwie podobnie jak jutro.
Ale, ale, to smęcenie to tak tytułem wstępu a chciałam o tym, że pojawiła się nowa, intensywna relacja w moim życiu, a mianowicie z lekarką rodzinną z lokalnej przychodni. Nasze odwiedziny średnio dwa razy na tydzień doprowadziły do rekordowej kolekcji naklejek "dzielny pacjent" przyklejonej na łóżku (może to będzie miało kiedyś wartośc kolekcjonerską?)
I jestem tu przekonana, że nasza pani doktor to skarb, choć ta nagła zażyłość ma swoje niebiezpieczne momenty:)

Szłam niedawno na kolejną wizytę z intecją poszerzenia własnego  koszyka usług NFZ o psychologa. Pomyślałam, że skoro nie mam kasy na prywatną terapię to nie obrażę się na refundowaną. Tylko, że trzeba wziąć skierowanie z od lekarza rodzinnego - coż za zbieg okoliczności - znowu mamy wizytę.
Na wizycie wnikliwa Pani Doktor pyta:
-  A czemu on taki podrapany?
- No, jeszcze po tej ospie
- Jeszcze?
Badawcze spojrzenie znad stetoskopu

Na badanie wjeżdża Mania
- A co ona tu ma?
- Guza...

... I w tym momencie pomyślałam sobie, że może lepiej spytać o to skierowanie innym razem. ..

Tak więc sobie balansujemy na granicy wywracalności. Dziś po jaśniejszej stronie, bylismy w parku. Spotkałam tam sąsiadkę co ma zupełnie małe dziecko i wynajmuje od niedawna mieszkanie nad nami. "Jak tam? Dobrze? Dobrze. A u Was? U nas choroby, ale lepiej. To cześć. To cześć"
Pomyślałam, że w ogóle nie słyszę, żeby ich dziecko płakało. A potem zaciekawiłam, czy słyszy płacze i krzyki z naszego domu. I jeszcze się zastanawiałam, czy mam odwagę o to zapytać.

Komentarze

Popularne posty