Do zobaczenia (w) Kotuniu;)

Na wycieczce jesteśmy lepszą wersją siebie samych. Serio. Wstajemy rano, pakujemy jajka na twardo, koce, bluzy do plecaka i przyczepki. Jedziemy najpierw jednym środkiem transportu, potem drugim. W nakrętce, że oto jakieś wyzwanie, choćby była nim  wycieczka do Kotunia:)

Dwie sprawy się sprzęgły. Raz, że przyjaciele z północy przyjechali trochę bardziej na południe a dwa, że w ramach projektu "pociąg" Jędrek miał zadanie odbyć podróź rzeczonym środkiem transportu. Padło więc na Kotuń, dwie stacje przed Siedlcami (mistrzowskie posunięcie PR jeśli chodzi o grupę Jędrka, gdzie dwie panie są z Sulejówka:)

Poprzedniego dnia Kuba, Jędrek i Mania pojechali po bilety a w niedzielę ruszyliśmy już w pełnym składzie.

I bylismy tacy dzielni, że jak sobie o tym myślę, to mi miło.
Łucja - taka duża, zaradna, towarzyska
Jędrek - co próbował  całkiem dużo chodzić
No i my - wracając mocno zatłoczonym pociągiem, z Manią na rękach, zabawiając starszaków.

Potem jeszcze Msza wieczorem i czekanie w deszczu na tramwaj, podczas którego  Łucja w tajemnicy przed chłopakami uczyła mnie układu tanecznego, co to z nim jedzie na konkurs międzyprzedszkolny.

Fajnie czasem nas takich doświadczyć. Będę sobie to przypomniać w czasie znojnych poranków i wieczorów.


No i fotorelacja oczywiście:



Kuba postasiukował trochę jadąc ul Makowską.


Intercity do Amsterdamu podobno robił wrażenie


Trasa dokładnie zaplanowana, w ozekiwaniu na autobus 9:07;)



Ekscytujący moment kasowania biletów. Pani konduktor się speszyła moim zacięciem reporterskim.





Marzanna w procesie tworzenia


kluski i kabanosy - podsumowała krótko to zdjęcie Ł.


o, tu już nieźle widać


napis "cute" zbyt dosłowny ale przecież cute...


Uwaga! Element zwiedziania - dom pracy twórczej Reymontówka


Da się ogarnąć



Płoń, Marzanno! Drobny element VooDoo - wrzuciliśmy na nią całą zimę, wszystkie choroby, stuknięte samochody, niesprzedawalne mieszkania, stresy finansowe.




Komentarze

  1. Dzięki!!! Zdecydowanie do "powtórzenia" latem na dalekiej północy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę techniki i się gubimy...Więc jeszcze raz :

    A ja byłam w tym dworku w Kotuniu na imprezie prymicyjnej (m.in strzelałam tam z łuku). Bohater uroczystości pracuje teraz na Wybrzeżu Kości Słoniowej razem ze swoim stryjkiem, też księdzem, który jest tam już ponad 20 lat... Od nas z Nigerii to już rzut beretem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla uściślenia, dwór jest w Chlewiskach. W ogóle na wypasie jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak go zwał, tak go zwał. To była Reymontówka, koło Siedlec i wyglądała, jak na zdjęciu :)))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty