Front atmosferyczny
To nie jest tak, że to zupełna nowość. Trenowaliśmy to już nieraz na wakacjach - stany emocjonalne w naszej rodzinie przypominają stany atmosferyczne w wysokich górach. Wstajesz rano - przewaga słońca, lekkie zachmurzenie notowane jest w okolicach pokoju nastolatki. Już przy śniadaniu pobrzmiewają pomruki burzy, ale ufff.... rozeszli się do pokojów. Południe to cichy upał, słychać nawet jak brzęczą wiatraczki przy komputerach zdalnej szkoły. W okolicach obiadu, nie wiadomo skąd, potrafi w ciągu 5 minut dojść do gradobicia. Skala wrzasków przekracza wszelkie dopuszczalne limity decybeli. Wywrzeszczane komunikaty są zazwyczaj proste - "daaaaj", "niiiieeeee". Nie taki już młody wiek interlokutorów wskazywałby na możliwość sięgnięcia po bardziej zaawansowane argumenty, ale nie - prosty krzyk wydaje się najlepszą metodą. Podejrzewam, że nie chodzi tu o przekonanie kogokolwiek, ale ekspresję potrzeby walki o własne terytorium. Mocno okrojone w ostatnim czasie. Wszyscy mierzymy się z egzystencjalnym pytaniem, czy nasz głos ma jeszcze znaczenie. U przyjaciół dzieci śmiertelnie pokłóciły się o to, czy ćwiczenie przesłane przez nauczyciela WF-u nazywa się "sikający piesek" czy "piesek, który sika".
Na szczęście ma rację Budka Suflera głosząc - "a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój". Spokój najpierw jest spowodowany fochem i ucieczką do własnego pokoju, ale po czasie znudzony osobnik wykazuje większą skłonność do współpracy. Jeszcze tylko kilka drobnych awantur i wieczorem zapada cisza...
Bycie non stop z dziećmi w domu oznacza dla mnie ciągłą emocjonalną gimnastykę. Tu łagodniej, tam bardziej stanowczo, tu jeszcze negocjacje a za chwilę zupełny ich brak. Rozśmieszył mnie wpis na facebooku, według którego z pandemii rodzice dzieci wyjdą niczym zaprawieni w najcięższym boju komandosi. Specjalne jednostki, młodzi wiedźmini, którzy przeżyli Próbę Traw...
O ile przeżyją ;)
A tu zdjęcie folderowe - "homeschooling" w rodzinie wielodzietnej. Starsza tłumaczy młodszej znaki "mniejszości" i "większości". Stan trwał 10 minut;)
Na szczęście ma rację Budka Suflera głosząc - "a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój". Spokój najpierw jest spowodowany fochem i ucieczką do własnego pokoju, ale po czasie znudzony osobnik wykazuje większą skłonność do współpracy. Jeszcze tylko kilka drobnych awantur i wieczorem zapada cisza...
Bycie non stop z dziećmi w domu oznacza dla mnie ciągłą emocjonalną gimnastykę. Tu łagodniej, tam bardziej stanowczo, tu jeszcze negocjacje a za chwilę zupełny ich brak. Rozśmieszył mnie wpis na facebooku, według którego z pandemii rodzice dzieci wyjdą niczym zaprawieni w najcięższym boju komandosi. Specjalne jednostki, młodzi wiedźmini, którzy przeżyli Próbę Traw...
O ile przeżyją ;)
A tu zdjęcie folderowe - "homeschooling" w rodzinie wielodzietnej. Starsza tłumaczy młodszej znaki "mniejszości" i "większości". Stan trwał 10 minut;)


Komentarze
Prześlij komentarz
Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)