Wyręcza mnie w robocie

A było to tak:

Jędrek mało rano spał i było ewidentne, że trzeba położyć go znowu a tu w domu zabawa szalona jak zwykle. No więc głowie się co i jak, niosę go do łóżeczka i szepczę "ciiii... synku". Synek buczy.
Wpada Łucja - Ja jestem mamą i ja go będę usypiać (zabawa "ja jestem mamą w wy dziećmi" ostatnio u nas rządzi)Zaczyna nad jego głową świergolić "ciiii, synku". Synek rechocze.
- On nie chce spać, wiesz? - tłumaczy mi rezolutna córka
- Chce, tylko nie może zasnąć i musimy być cichutko.
Po paru wrzaskach i fochach Łucja zgadza się, że wyjdziemy. Zagląda do łóżeczka.
- O, zasnął!
I rzeczywiście, Jędrolkowi w samodzielnym zasypianiu potrzebny był dobry humor i świadomość, że jesteśmy gdzieś niedaleko.

A między moimi dziećmi coraz więcej rzeczy, w których mnie nie ma:)

Komentarze

  1. Tak. Takie samo przemyślenie skłania mnie do refleksji że sie starzeję (i że trzeba by zrobic sobie jeszcze jedno małe...). U nas ta oddzielność jest juz bardzo zaawansowana - z jednej strony ekstra że maja swój własny świat i czasem nawet nie chcą zdradzic w co się właśnie bawią, a z drugiej czujesz jak emocjonalna pepowina zaczyna się rwać i widzisz już emeryturę.... Aks

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty