Smok
Smok mieszka we mnie od zawsze. Bardzo powoli uczę się go trzymać w ryzach. Szczególnie przy dzieciach, choć może to właśnie jest najtrudniejsze - bo dzieci łatwo posądzić o prowokację. Smok atakuje, gdy zostanie przekroczona granica cierpliwości. Puszcza dym uszami, zieje ogniem, wbija się pazurami w podłogę. Smok przychodzi wtedy, gdy moja córka kolejny dzień podczas wyjścia na spacer nie chce iść zawczasu do toalety i decyduje się na to już przy furtce. Cel - okiełznać smoka. Jak? Uznać, że powrót do toalety jest takim samym naturalnym elementem programu, jak zakładanie butów czy schodzenie po schodach. Przynajmniej do czasu, gdy ten rytuał się wypali.

dzielny smok:)
OdpowiedzUsuńja drę ryja jak przeholuje przytulam i mowię ze sie zdenerwowałam, ale było złe zachowanie.
Efekt wczoraj staś zrobił mi pęk papierowych kwiatów i niania wstawila do wazonika a stas do niej: tu nie! agusia bedzie krzyczeć:)
dlatego szasun dla Twojego smoka:)
Chyba moglibyśmy założyć Klub Smoków albo, no... Klubik. Trafne co piszesz, tylko strasznie pali czasem to wypalanie się rytuałów. Niby człowiek wie, bo gdzieś przeczytał, że powtarzalność daje poczucie stałości świata i bezpieczeństwa etc. A jak dziesiąty raz w ciągu dnia słyszysz krzyk: "Tato! Ale miałeś powiedzieć: >>Monika, kończysz już sprzątanie?<<" (a powiedziałeś opacznie "Weronika, obiad!"), to się czujesz jak robocik, do którego dziecko ma pilota.
OdpowiedzUsuńSmok, powiadasz...
OdpowiedzUsuńZnam takiego ;-)
Od niemal dwóch lat każdego dnia ciężko na sobą pracuję, żeby nie dopuścić smoka do głosu... Póki co - udaje się :-) Ale bywa ciężko, bo z natury jestem baaardzo impulsywna i mało cierpliwa... Odreagowuję wieczorami - Tatuś M. więc dobrze tego smoka zna, hehe! Ale jakoś go nawet oswoić potrafi!
Trzymaj się!