wizualizacje

to ja jeszcze trochę o przedszkolu. Mogę? To nie jest miejsce ani na żale ani na publicystykę. Nie taki cel tego bloga. Jednak czuję, że sprawa z przedszkolem jest jak drzazga w sercu i zaczyna trochę się paprać...
Wizualizacje , katalogi, foldery - niby wszyscy wiemy, że nie ma co się na to nabierać bo tam zawsze zieleń zieleńsza a ludzie szczęśliwsi (jak z Pudliszek). Ale gdy wiele razy ogląda się te obrazki to nabiera się wrażenia, że właśnie tak jest, że to na wyciągnięcie ręki. W dwóch kwestiach czuję, że dałam się nabrać - w kwestii porodu i w kwestii przedszkola. Obydwie te rzeczy czytane przeze mnie media promują jako arcy ważne elementy szczęśliwego rozwoju dziecka. Poród - wiadomo - naturalny,skóra do skóry,pomoc w karmieniu. Dla mnie poczucie mocy, dla dziecka bezpieczne lądowanie na tej planecie. Czy tak się w ogóle da? Teraz już wiem, że tak. A czy wszędzie - też już wiem,że nie. Ja i wiele moich koleżanek pierwsze dziecko rodziłyśmy w rożnych szpitalach o dobrej opinii, drugie dziecko - już tylko w jednym, określonym. Bo okazuje się, że to ważne czy ktoś odpowiada na twoje pytania, czy zwraca się z troską, czy chce Ci pomóc. Ale druga strona medalu jest taka, że trzeba za to słono płacić.
I teraz przedszkole. W gazetach, radiu, w pracy słyszę dziesiątki razy, że przedszkola są fundamentalne dla właściwego rozwoju, bo dziecko nadrabia to, czego nie uda się nauczyć w domu. A potem widzę na drzwiach przedszkola, że moje dziecko system wypluł poza listę przyjętych. I co mam z tą moją wiedzą zrobić? Zapomnieć? Zignorować?
Ej, to nie fair... Nie można pokazywać ładnych obrazków, twierdzić, że już za chwilę zamieszkamy w raju a potem w nieskończoność kazać nam łazić w błocie.
Nawet nie wiem, do kogo ten żal. Bo chyba nie do państwa ani rządu. Zbyt inercyjne to są dla mnie twory... ( To piszę ja - która o postrzeganiu państwa napisała pracę mgr). Może to jest żal do tych, którzy te nadzieje zbytnio rozbudzają? Sama już nie wiem.

Komentarze

  1. Z tym przedszkolem, to myślałam podobnie - że nie jestem w stanie dać dzieciom tego, co mogłyby się nauczyć w przedszkolu. I rzeczywiście, Wercia codziennie przychodzi do domu z nowymi piosenkami, wierszykami i jest cudnie. Przychodzi też z informacją, że dostała klapsa, bo nie chciała spać, że "jak Benek był niegrzeczny, to poszedł do kąta", że ktoś ją bił, powiedział, że ma brzydką bluzkę albo że dziewczynki nie bawią się samochodami. Po kilku miesiącach przedszkola widzę więcej minusów. Wercia chyba ich za bardzo widzi. Druga sprawa, że nie jest jeszcze świadoma jak to wszystko ją kształtuje. I bądź tu mądry, ech.

    OdpowiedzUsuń
  2. niepocieszające to o czym piszesz. w żadną stronę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Olu,mam te same odczucia. Pomyślałam sobie nawet,że może gdzie indziej (w innym kraju)Staś łatwiej by znalazł dla siebie miejsce w społeczeństwie. Na razie jest tym zbędnym w systemie edukacji. A potrzebuje przedszkola i to widać! Złości mnie to bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja winię za to jednak państwo, rząd i jego "politykę prorodzinną", która taką nie jest. Wciąż tutaj przypomina mi się reklama społeczna z okresu, gdy Franek szedł do przedszkola i szanse na nie mieliśmy zerowe - znudzone dziecko wałęsa się po ulicy i zagląda przez okno do kolorowego przedszkola, gdzie dzieci bawią się twórczo i rozwijająco. Zachęta "poślij dziecko do przedszkola" brzmiała wtedy jak kpina (choć nam się w końcu udało). Kobiety mają często zerowy wybór - dla państwa nie liczą się jako "tylko" matki, mają rodzic, płacić podatki i dodatkowo płacić na opiekę/przedszkola (jak widać prywatne najczęściej). Już nie mówiąc o tym jakie to "przywileje" mają rodziny wielodzietne - śmiech na sali.

    Co do plusów i minusów - to chyba bardzo zależy od przedszkola. U nas nie ma klapsów, kąta (choć dzieci są odsyłane do stolika by sobie przemyślały swoje zachowanie), a niemiłe teksty czy uderzenia traktuję jako pierwsze lekcje. Taki początek przed szkołą, gdzie dopiero zaczyna się hardcore w tych sprawach. Tak więc u nas zdecydowanie przeważają plusy.
    Ale osobiście znam dwie dziewczyny - byłe przedszkolanki, które nie posłały z premedytacją swoich dzieci do przedszkola, wiedząc jak tam jest;)
    Elaborat walnęłam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty