O troskach

Tak sobie myślę o wszytkich "ochach" i "achach", które wywołuje Mania w realu i wirtualu, do których i ja się przyznaję:) I nie wstydzę się tego, a nawet obnoszę się z córką dumna jak paw. Ale tak naprawdę zawsze najmocniej w sercu siedzi to dziecko, któremu aktualnie najtrudniej. W tym momencie jest to Jędruś. Mały chłopiec, któremu urodziła się śliczna i kochana przez niego siostrzyczka, któremu starsza siostra ucieka do starszakowych spraw , bo kręcą ją literki, zadania a nie stare zabawy ludzikami, który rozstał się ze swoją opiekunką i powędrował do przedszkola.
A w przedszkolu sobie radzi - je, śpi, bawi się, tylko wobec pań jest onieśmielony - nie mówi, kiwa głową na "tak" i na "nie". Mocno przylgnął do dosyć wyrośniętego, rzutkiego chłopca, który bawi się z nim w sposób gwatłowny, często przekraczając granicę, czemu Jędrek nie potrafi a trochę nie chce powiedzieć "stop". Potem w domu następuje odragowanie - szybkie używanie pięści, krzyku, niechęć do słuchania wszelkich poleceń. I zasypianie... najpóźniej ze wszytskich dzieci i z prośbą "posiedź przy mnie".

Łucji zajęło rok zaadapotwanie się w przedszkolu, a była starsza! Teraz w przedszkolu zachowuje się super pewnie i widać, że to jej miejsce. Całe dzieciństwo miałam tak samo - pierwszy rok nowej placówki to gula w gardle i trzymanie fasonu. Ważne chyba jest to, że dosyć szybko udaje nam się takie rzeczy wychwytywać, że jesteśmy obok.


Komentarze

  1. też obserwuję Ewę i jej postawę - przystosowała się, przyjęła to przedszkole, choć do entuzjazmu jej daleko... przez pierwsze dwa tygodnie wieczorami chlipałam w poduszkę, bo taka inna ta moja córka wracała, nie odreagowywała, bo była potwornie zmęczona, smutna, nieswoja. i pomyśleć, że nie ma dodatkowego poziomu stresu w postaci młodszej siostrzyczki czy starszej, która czasu jakby mniej. potwornie trudne to dzieciństwo. ja nie chodziłam do przedszkola, moi rodzice mieszkali wtedy prawie w lesie, w wiosce, w której pięć domów na krzyż było i jakoś mi się upiekło. trudno ocenić, jaki to miało na mnie wpływ... miało jakiś? :) serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, jakoś mnie ten wpis poruszył... Jakoś tym mocniej, że sobie uświadomiłam, jak obce nam te właśnie troski - bo z M. było całkiem inaczej... Wszedł w temat jak w masło, ale to dzięki naprawdę wyjątkowym technikom adaptacyjnym, jakie nam zaproponowano Pod Myszką :)
    Trzymajcie się ciepło! Będzie dobrze! Trzymam kciuki za Jędrka i myślę o Was ciepło... M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Olu, teraz czas na głos przedszkolanki :))) Jak wiesz u nas grupy są mieszane wiekowo, trzylatki mają wzór cztero, pięcio, i szcześciolatków. Dużo patrzą, obserwują zabawy... A jak mnie rodzice z drżeniem głosu pytają : czy już się bawi? czy bawi się z kimś oprócz ... i tutaj pada imie dziecka. Odpowiadam z uśmiechem: Dziecko dużo patrzy, chłonie każdą sekundę życia przedszkolnego a bawić się z kolegami zacznie za rok, bo pierwszy etap zabawy to zazwyczaj zabawa równoległa, a nie z rówieśnikami.. ale to NORMALNE! Nie wiem jaką panią ma jędrek, bo od Pani dużo zależy, żeby takiemu dziecku pomogła. Ja mam teraz takiego chłopca 3latka, który tylko kiwa głową na TAK i na NIE i przepięknie się uśmiecha :) a jak płacze to zazwyczaj dzieci spieszą z szybkim wyjaśnieniem DLACZEGO i mogę mu pomóc i życie przedszkolne toczy się dalej... :) POWODZENIA!!!! Poza tym pamiętaj Jędruś jest ŚRODKOWYM dzieckiem a to trudna rola do udźwignięcia, tym więcej uwagi od Ciebie i Kuby potrzebuje : )))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, u nas też Łucja czyli środkowe dziecko, ma największe problemy. Weronika od niej ucieka ("nie chodź ciągle za mną", "nie rób tego, co ja" - Aaaaaa!), Antek jeszcze średnio się z nią bawi, bo ma niewiele ponad 2 lata, a jak się bawi, to raczej nie współpracuje tylko zabiera, psuje i krzyczy. Zauważyłam, że pomaga jej za to, kiedy ja lub tata robimy coś tylko z nią. Oczywiście strasznie to trudne pod względem organizacyjnym i niestety rzadko się zdarza. Czekają ją niedługo samodzielne odwiedziny u koleżanki-sąsiadki. Właściwie od 2 tygodni ciągle mi o tym przypomina, bo ona chce tak, jak Wercia, mieć własną koleżankę. Obawiam się, że jeszcze przez parę lat tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś chyba zbyt dramatyczny ten wpis wyszedł. Tragedii nie ma a Łucja w pierwszym roku przedszkola zachowywała się znacznie gorzej:) Może jak przewali mi sie praca to będę go wcześniej odbierać. Łucja to jest w ogóle nieźle wobec niego bardzo opiekuńcza. I kazała na placu zabaw oddać Jędrkowi czapkę:) Damy radę!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty