Różnorodność

Skoro już zebrało mi się za zwierzenia... Jeszcze jedna rzecz mnie troska. Nie wiem do końca, jak ją nazwać.

Ale od początku. Jadąc do przedszkola, mijam rejonową SP, która jest naturalnym punktem docelowym absolwentów naszego przedszkola. Renoma - ok. Ani jakiś wypas, ani zła fama. A ponieważ znajduje się ona w odległości 150 m od naszego przedszkola - więc większość rodziców na niej kończy poszukiwania kolejnej placówki edukacyjnej. O 15.15 wylewa się przez furtkę spory tłumek młodzieży na oko z klas I-III. Jakieś sześć dziewcząt tacha identyczne plecaki z motywem graficznym Monster High. Co to Monster High? O takie coś http://www.youtube.com/watch?v=VUa_SUjApGc - kreskóweczka o wampirkach wymyślona i  produkowana przez firmę Matel producenta Barbie. No straszny szit. Głupie i brzydkie.  Jeśli ktoś będzie próbował tego bronić, to z chęcią wysłucham ale trudno mi sobie wyobrazić, abym zmieniła zdanie. Te sześć dziewczynek miało te plecaki, bo kupili im je rodzice. Bo pewnie prosiły. Prosiły, bo widziały je u innych 6 koleżanek i to daje masę krytyczną, która każe uznać Monster High za coś niezwykle fajnego. No ok, ale ktoś to zaczął puszczać dzieciom, w ogóle się nie insteresując, co te dzieci oglądają. Jakimś sposobem taki wirus się rozprzestrzenia a kolejni rodzice twierdzą, że przecież trzeba kupić bo dziecko nie może czuć się gorsze.

I wtedy sobie myślę, że nasza córka ma z nami przerąbane. Że nie kupujemy, że nie dajemy oglądać, że trochę ukrywamy, że taki świat istnieje. Że jedyny jak dotąd seans kucyków Pony skończył się naszym okrzykiem - to jest strasznie głupie i gorącą rekomendacją "Zaczarowanego Ołówka" (rekomendacja przyjęta).
Ale mam poczucie, że to wszytsko przypomina obronę jakiegoś przyczółka w momencie, gdy wokół rozlewa się morze tandety. Nasze dzieci wracają z przedszkola podśpiewując "ona tańczy dla mnie" a my nie lecimy z awanturą - no bo jak tu robić awanturę o gusta muzyczne...(nie, rytmiki nadal w przedszkolu nie ma).  I na końcu ogarnia mnie smutek, że to całe gadanie o spotkaniu z różnorodnością w publicznych placówkach edukacyjnych to pic na wodę. Właśnie nie ma różnorodności - gorszy pieniądz wypiera lepszy.

Ale... może ucieczka w szkoły, które są zbudowane w oparciu o własne plemię to wkładanie dzieci do bańki, która prędzej czy później pęknie... Oj nie wiem, nie wiem

Na koniec scena z kinderbalu w zabawialni fikumiku.
- Ja nie wiem, dzieci to takie wyrośnięte dzisiaj. M. (lat 5 - przyp.red.) ogląda takie bajki, w których wstępują takie dziewuszyska - w przykrzykrótkich bluzkach, każda ma swojego chłopaka... No okropne to jest

Najpierw cisza a potem jedna z matek:
- A nie możesz jej tego nie puszczać?

Krępująca cisza. Kurtyna.


P.S. Po obejrzeniu monserhaja postanowiłam sobie przypomnieć, co było dla mnie ukochaną bajką początku postawówki. Padło na Chipa i Dale'a. Obejrzałam pełna najgorszych przeczuć (że niby teraz ustyskuję a sama karmiłam się badziewiem) Rety, jaki oldkul:) http://www.youtube.com/watch?v=XzbYcb7EIxE


Komentarze

  1. ...rodzice kupują te straszne plecaczki, zeszyty i piórniki bo to jest łatwo dostępne we wszystkich teskach i jest TANIE, niestety, masowa tandeta nie kosztuje dużo...(swoją drogą nie pojmuję dlaczego wszystko na tym świecie trzeba "ozdabiać" ale to inny temat) - pytanie, jak sprawić, żeby dzieci miały dobry gust? to jest dopiero wyzwanie !

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja testuję na samej sobie metodę pytania siebie: co mi to daje? "6 takich samych" i "takie same jak" na pewno daje poczucie wspólnoty, bycia w grupie, "bycia jak" ktoś lubiany, podziwiany - lub brutalniej: pozwala nie pozostawać "poza grupą". I to jest już temat nad którym można popracować, bo porozmawiać o tym z dziećmi spokojnie można. Oglądanie głupich bajek daje moim zdaniem chwile takiego bezmyślnego wypoczynku, głupiego relaksu, "guma do żucia dla oczu", jak mawiał mój znajomy. Dzieci też przeżywają stresy - prawdziwe - a przecież emocje z głupiej, odrealnionej, szybkiej bajki pozwalają dosłownie oderwać się na chwilę od siebie. Te otwarte bezmyślne buzie dzieci zagapionych w tv... To są refleksje laika, a nie psychologa dziecięcego, ale po pierwsze polecam metodę szukania ukrytych zysków w każdej racjonalnie głupiej czy złej rzeczy, do której czasem nas ciągnie. Bo siła nieuświadomionych potrzeb jest gigantyczna, u dorosłych też. A u dzieci? Sądzę, że jeszcze bardziej. Świadome życie jest czasem naprawdę ciężkie do zniesienia. A po drugie, myślę, że uczenie się już w dzieciństwie zdrowego odrywania się od świata realnego, odpoczywania od swoich emocji, relaksowania się, jest bardzo ważną umiejętnością do zdobycia. Wiesz pewnie Olu, że Twój szwagier w dzieciństwie był uzależniony od tv i kolekcjonowania dosłownie wszystkich monsterhajów tego czasu i jestem niemal pewna, że u niego było to reakcją na naprawdę niełatwe przeżycia.
    A przecież dorośli też lubią się czasem "odmóżdżyć". Może trzeba się razem uczyć gdzie jest granica między kompulsywnym oglądaniem i przynależeniem przez posiadanie a ciekawością świata i poznawaniem granic dobrego smaku? BTW, oglądałaś już może "Miłość na bogato"? ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. To wszystko, co napisałaś, to także moja troska. Sytuacja sprzed tygodnia: pani z przedszkola prosiła o przyniesienie teczki z gumką na prace plastyczne. Akurat byłam na szkoleniu, gdzie materiały zapakowano nam w pięknie zielone teczki, więc dałam taką przedszkolance. Następnego dnia, Wercia wróciła z przedszkola i ze łzami w oczach opowiedziała mi, jak to jej dwie koleżanki wyśmiały ją, że ma jednokolorową teczkę i że jest jedyna w grupie, która taką ma... "Żal" - tak się wyraziła dziewczynka. Potem nastąpiła moja rozmowa z nią, która zakończyła się tym, że Wercia jednak stwierdziła, że jej się taka podoba, ale że może ozdobi ją jakimiś serduszkami. Do tej pory się to nie stało, ale mój szok trwa nadal.
    A co do bajek, to sama nie wiem. Broniłam się strasznie przed Barbi, ale w końcu uległam. Pewnego dnia Wercia powiedziała, że chce być tak chuda, jak one. Jak jej wyjaśniłam, z czym to się wiąże (włącznie z edukacyjną pogadanką nt. anoreksji ;) ), to zmieniła zdanie. Mimo to, od tamtego czasu nie włączam jej tego szajsu.
    Mogłabym dużo tak, bo to mój temat ;) Liczę na to, że nasze dzieci będą miały na tyle siły, żeby być sobą, a nie tłumem i że zawsze będą z nami o tym rozmawiać. Póki co, to my ciągle mamy największy wpływ na nasze dzieci, więc nie widzę nic złego w tym, żeby je urabiać według tego, co jest dla nas dobre i piękne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anominowy - dzięki za trop - myślę, że ważny. Jakoś nie rozpatrywałam tego w kategoriach pieniędzy, ale teraz myślę sobie, że może rzeczywiście w tesco może nie być wyboru, dziecko chce, bo widziało takie coś już i robi się z tego masówka.
    Hanka - umiejętność odrywania się od trudnych emocji poprzez zmulanie się tandetną bajką???? Co to za teoria? To ja mam nadzieję, że moje dzieci tego nie potrzebują i nie będą.
    Magda - no ja mam dla Was niesamowicie dużo podziwu, że nie żyjecie jak my w bańce ale w twardym realu. I podejmujecie to wyzwanie. Akcja z kartami była mistrzowska. Łucja ma zaskakujące umiejętności niewchodzenia w te klimaty (ma taka koleżnakę, która stosuje takie zagrania) - ale też mam niepokój czy rzeczywiście sobie radzi czy dusi to w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ola, chyba się nie zrozumiałyśmy. Ja mówię, że jak nie wiadomo o co chodzi w zbieractwie, albo w tym, że jakaś obiektywnie głupawa bajka hipnotyzuje dziecko, to warto szukać nieoczywistych przyczyn. Rzadko kiedy chodzi o estetykę samą - ale to chyba jest oczywiste, prawda? Jestem jak najdalsza od odrywania się swoich od emocji tandetną bajką!!! Czy ja się jakoś nieprecyzyjnie wyraziłam? Przy okazji przypomniało mi się, że w podstawówce wolałam sztruksy i buty ecco niż adidasy i dresy, mimo że koleżanki wyraźnie reprezentowały to ostatnie i otwarcie namawiały mnie do zmiany stylu. Stawiam na to, że identyfikowałam się raczej ze stylówką mojego straszego brata niż szkolnym stadkiem (może przez częste zmiany szkoły). W dodatku Ace of Bace mnie raziło a układy taneczne do doktora Albana robiłam w wymiarze minimum, żeby nie wejść w otwarty konflikt z podwórkiem. Moim bojsbendem dzieciństwa byli The Beatles. Domowy etos i estetyka jakoś mnie pociągały i już. Historyjkę o zmulaniu się bajką i bezmyślnym zbieractwie, którego nie udawało się wyplenić opowiedziałam właśnie w kontekście potrzeb innego rzędu, jak się okazuje niewiele mających wspólnego z estetyką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aha, już wiem - napisałam: "uczenie się już w dzieciństwie zdrowego odrywania się od świata realnego, odpoczywania od swoich emocji, relaksowania się, jest bardzo ważną umiejętnością do zdobycia". Tylko że "zdrowego" rozumiem jako contradictio do "zmulanie się" i "tandetna bajka". Tracę wiarę w siebie, naprawdę to nie było w mojej wypowiedzi oczywiste? Przecież czytanie książki z mamą na kanapie idealnie się wpasowuje w zdobywanie tej umiejętności, literatura daje nam oderwanie od realu, bohaterowie, przygody zmyślonych ale bliskich nam postaci i ukryte metafory pomagają nam złapać dystans, jednocześnie kontaktując nas z samym sobą w sposób bezpieczny. I tak - jak też sądzę, że Twoje dzieci nie będą musiały szukać zaspokajania tych potrzeb "w gumie do żucia dla oczu", bo umiejętność połapania się w przeżyciach dostają od Was. Reszta jest kwestią kształtowania indywidualnego gustu. Kicz schlebia najniższym emocjom, prawda? Wydaje mi się dorzeczne łączyć temat brzydoty i mody ze sprawami higieny emocjonalnej i poczucia bezpieczeństwa, przynależności.

    OdpowiedzUsuń
  7. uwaga, przeprowadziłam badanie cen teczek:) tu wyniki http://www.papierniczy-bielsko.pl/index.php/kategoria/artykuly-biurowe/teczki,1 swoją drogą czy to nie niezły pomysł na szkolne zadanie: teczka z helołkity kosztuje 4 złote. teczka żółta 1 złoty. ile zaoszczędzisz kupując teczkę bez helołkity?;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak, wyjdzie na to że jestem niekonsekwentna ale z ciasteczkowym bym kupiła:) Zdecydowanie są marki, które preferuję i ulegam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzac wspolczesne bajki mam problem nie tylko estetyczny ale tez przemocowy. I tu zaskakujące obserwacje - syn u kolegi ogladal scoobydoo i twerdzi, że fajne. Oglądał tez u niego playmobil zemsta mumii i też podobno fajowe. Jak widze strachy, smoki,złe postacie w kucykach pony to włos mi sie jeży i zabraniam oglądać co wzbudza protesty - a tymczasem moje dzieci boją się Strażaka Sama, Kota filemona i psa Marty, która mówi...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty