Ktoś tu był
Jak byłam mała to byłam straszną bałaganiarą. Potem się trochę ucywilizowałam a nawet polubiłam stylizowanie rzędów bibelocików (tu szmatka, tam obrazek, "tu pieści oko słodkie rokoko" itp). A jeszcze potem miałam dzieci...
Rozpoczęłam z góry przegraną walkę o porządek. Obecnie, ograniczyłam działania wojenne do późnych godzin wieczornych, gdy jako lotny partol, próbuję doprowadzić mieszkanie do używalności (czytaj: zrobić miejsce, aby następnego dnia można było wszystko wywlec na środek z powrotem)
Ale odkryłam, że te małe przedmioty "zdecydowanie-nie-na-swoim-miejscu" mnie wzruszają. Bardzo.



Rozpoczęłam z góry przegraną walkę o porządek. Obecnie, ograniczyłam działania wojenne do późnych godzin wieczornych, gdy jako lotny partol, próbuję doprowadzić mieszkanie do używalności (czytaj: zrobić miejsce, aby następnego dnia można było wszystko wywlec na środek z powrotem)
Ale odkryłam, że te małe przedmioty "zdecydowanie-nie-na-swoim-miejscu" mnie wzruszają. Bardzo.




Dziś rano z połamanych reflektorów błękitnego Porsche wysypały się kuleczki. To były zasoby misia Frania, którego kilka dni temu wypatroszyła Wercia nie powiem którym otworem. A Porsche ostatnio prowadzi Łucja. Tego nie lubię. Podobnie jak chowania portfela czy wyciszonej komóry. Lubię za to znaleziska w teczce. Otwierasz w pracy, a tam malunki :) Bałagan w naszym domu narasta w tempie, którego nie opanowuje już nikt...
OdpowiedzUsuń