Life&work balance

pojęcie przemielone na wszystkich konferencjach, przekopiowane w setkach dokumentów rządowych, ministerialnych a jednak dla mnie - super namacalne. Zrozumiałam to już, gdy wróciłam do pracy po urodzeniu Łucji (jak miała rok i 3 miesiące). Optymalna dla mnie wersja brzmi "i to i to". Wiem już też lepiej, jak trzymać tę równowagę, choć nie jest to proste. Szczególnie praca ma tendencję do zasysania. Są i koszty - wieczorne stukanie w klawiaturę, stosy prania którego nie ma kiedy złożyć, zabałaganione weekendy - ale i tak daje mi to napęd. Mam wielkie szczęście, że mam wsparcie i w domu i w pracy. Że ludzie w każdym z tych miejsc pomagają mi spełniać się w tym drugim. Tak jak dziś - rano słoneczna Marszałkowska, po południu długi spacer po Grochowie do przychodni.

Cóż mogę dodać... Lekko nie jest ;-) ale za to fajnie!
OdpowiedzUsuńPrzed chwilą wróciłam do Domu - środy to moje popołudnia i wieczory OUT, zawodowo... I wtorki, ale wtedy pracuję w Domu...
Znamy tę czapkę ;-)
@ Maggie -ja miałam wrażenie, że Ty tylko w domu. Fajnie mieć możliwość - out:)
OdpowiedzUsuńZ czapką prawie ostatni moment - kupiłam przed urodzeniem Jędrka i zaraz będzie za mała:)
Ale fajnie, że się da :) No i co tu dużo gadać - wsparcia ludzi nie zastąpi najszlachetniejszy system.
OdpowiedzUsuń