Od ściany do ściany
Bywa, że nabieram wiatru w żagle. Dzieci - układne, praca - super, wiosna - już za chwilę. I nagle "bum" - tak jak dziś - dzieci w buncie, rękoczyny (dzieci, nie nasze:), wrzaski (a tu już, niestety i po obu stronach). Pociechą pozostaje doświadczenie, które podpowiada, że jak znowu dojdę do ściany ("nie nadaję się do tego. chlip, zabierzcie mi licencję rodzica") to front się zmieni i znowu się wypogodzi.
Tak to jest z moimi dziećmi.
Tak to jest z moimi dziećmi.

Tak też jest z moimi dziećmi i ze mną.
OdpowiedzUsuńczyli jednak jesteście ludźmi!
OdpowiedzUsuń@Anonimowy - bywamy:) a raczej spadamy z hukiem z chmury. Pozdrawiam i zachęcam do jawnych uszczypliwości:)
OdpowiedzUsuń