Hurtem
sprawozdanie z tego, co ostatnio.
Klubik sprawdza się fajnie a glut, który ciągle klubikowi zagrażał dostał etykietę "alergicznego" i co ważne chyba też dostał odpowiednie leczenie.
Jakoś się też dynamiczniej zrobiło. Życie towarzyskie, klimaty pracowe, tydzień mija właściwie nie wiadomo, kiedy. Ostatnio opuściliśmy pierwszy raz naszą młodzież wieczorem. (Jędrka mieliśmy zabrać, nawet kombinezon miał na sobie, ale babcia poprosiła, żeby go jej zostawić - bo fajny. Brawo, babcia!:)
Jędrek jest jak fundusz stabilnego wzrostu - jego forma zwyżkuje, nawet jeśli zdarzają się jakieś perturbacje. Je, punktualnie co 2 godziny, ale czas aktywności jest czasem absolutnego spokoju i chichotu.
A Łucja... no to nawet trudno opisać. To jest już jakiś tajfun zmian, rozwoju, wykuwania się osobowości. Niesamowicie dużo kojarzy, żartuje, zmyśla, kreuje tu kompletną Nibylandię. Kombinuje, targuje się a jednocześnie walczy, abyśmy sami nie łamali swoich zasad.
No.
To teraz materiał zdjęciowy
Na środku zdjęcia (czego, jak wiadomo, nie widzicie:) pozuje Zosia. Zosia właśnie razem z Łucją i Helenką rysują. (Gorzej, a bo i tak się zdarza, że czasem Łucja rekwiruje moją kolację dla Zosi:)

No więc Łucja i wyiaginowani zajmują się sobą, co pozwala poudawać Bree Van den Kampf i wypróbować przepis z Wysokich Obcasów (strasznie słodkie te ciastka wyszły. Marta Gessler nie ma litości dla naszych zębów)

Czasem Jedrol zacznie się nudzić, to mówię - Łucja, idź zabaw brata. - Działa bezbłędnie ( a i ona do tego chętna:)

A dzień kończą razem w wannie... Jędrek najpierw w wiaderku ale na hasło "Zapraszam, Jedrku, do mojej wanny", następuje przeskok.
Klubik sprawdza się fajnie a glut, który ciągle klubikowi zagrażał dostał etykietę "alergicznego" i co ważne chyba też dostał odpowiednie leczenie.
Jakoś się też dynamiczniej zrobiło. Życie towarzyskie, klimaty pracowe, tydzień mija właściwie nie wiadomo, kiedy. Ostatnio opuściliśmy pierwszy raz naszą młodzież wieczorem. (Jędrka mieliśmy zabrać, nawet kombinezon miał na sobie, ale babcia poprosiła, żeby go jej zostawić - bo fajny. Brawo, babcia!:)
Jędrek jest jak fundusz stabilnego wzrostu - jego forma zwyżkuje, nawet jeśli zdarzają się jakieś perturbacje. Je, punktualnie co 2 godziny, ale czas aktywności jest czasem absolutnego spokoju i chichotu.
A Łucja... no to nawet trudno opisać. To jest już jakiś tajfun zmian, rozwoju, wykuwania się osobowości. Niesamowicie dużo kojarzy, żartuje, zmyśla, kreuje tu kompletną Nibylandię. Kombinuje, targuje się a jednocześnie walczy, abyśmy sami nie łamali swoich zasad.
No.
To teraz materiał zdjęciowy
Na środku zdjęcia (czego, jak wiadomo, nie widzicie:) pozuje Zosia. Zosia właśnie razem z Łucją i Helenką rysują. (Gorzej, a bo i tak się zdarza, że czasem Łucja rekwiruje moją kolację dla Zosi:)
No więc Łucja i wyiaginowani zajmują się sobą, co pozwala poudawać Bree Van den Kampf i wypróbować przepis z Wysokich Obcasów (strasznie słodkie te ciastka wyszły. Marta Gessler nie ma litości dla naszych zębów)
Czasem Jedrol zacznie się nudzić, to mówię - Łucja, idź zabaw brata. - Działa bezbłędnie ( a i ona do tego chętna:)
A dzień kończą razem w wannie... Jędrek najpierw w wiaderku ale na hasło "Zapraszam, Jedrku, do mojej wanny", następuje przeskok.

Nooooo, to jeszcze szybciej zatrybiły Wasze pociechy niż nasze - relacje widać już gołym okiem! I mnie rozwala to, że Weronika ma już zupełnie swoje poczucie humoru. Robi się słodko :)
OdpowiedzUsuń