Pełna chata

Od kilku dni jest nas więcej. Pojawili się wyimaginowani przyjaciele Łucji. Od razu hurtem... Zosia, Tosia, Helenka, Tymek, druga Łucja... i jeszcze kilkoro, których imion nie pamietam. Za rączki, ciuchcią idą umyć ręce. Wszyscy żądają soku (nie zadowalają się wyimaginowanymi szklankami, niestety). Przez całe kwadranse czytają sobie książeczki. Albo dostawiają krzesełka do stolika. Tańczą w kółeczku i robią bam na podłogę. Tak, tak - wierzymy w Nibylandię i tak dalej. Ale rodzic sceptyk zagląda do pokoju, w którym dziecko już 3 godzinę gada do siebie i myśli, czy to aby na pewno norma rozwojowa.

Wieczorem rodzice prowadzą dialog:
- A może ona przeżyła odrzucenie przez grupę?
- Przecież ona nigdy nie należała do żadnej grupy!!

Witaj, klubiku! Ahoj, życie przedszkolaka!

Komentarze

  1. Idź za tym! Wyimaginowani przyjaciele są w stanie nakłonić Twoje dziecko do tego, do czego ty nie mogłaś go nakłonić tygodniami! U nas tę rolę pełniły tez pacynki - no bo jak koń powie, że trzeba jeśc to trzeba, no nie? A z tym odrzuceniem przeza grupę to mnie zabiłaś!!!ścisk, Blacha

    OdpowiedzUsuń
  2. Tosia i Helenka sa wyimaginowane...?
    no mi tez sie w takim razie dosc realistycznie imaginuja...
    ostatnio na codzien 24/7...

    pozdrawiamy...

    OdpowiedzUsuń
  3. @Wojtek - ja rozumiem, że trudno Ci uwierzyć w ich wyimaginowanie. W niekończącej się narracji Łucji, ja tez mam poczucie niemal ich obecności:)

    @Blaszka - Zocha jest chyba najważniejszym z wyimaginowanych przyjaciół. Dostała dziś przy śniadaniu soku. To chyba echo tego całowania się po rękach w kościele

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Miło wiedzieć, że czytasz:)

Popularne posty